Slayers
Magia. Słowo mające dziś wiele znaczeń. Od sztuczek, przez opowieści, kończąc na magii wzorów i kolorów. Tak często się go używa, iż czasem zapominamy o podstawach. Mianowicie białej i czarnej magii odnoszącej się do czarodziejów i magików. Bohaterce, która za chwilę wkroczy na scenę nieobca jest czarna magia, którą posługuje się bezustannie, pozostawiając za sobą ogromne zniszczenia.
Ale kto by się tym przejmował, jeśli w sakiewce u boku wesoło brzdąkają monety?
Lina Inverse jest nastoletnią czarodziejką, jej główne zajęcie to okradanie bandytów i złoczyńców… Ale na tym opowieść się kończy. Nie należy spodziewać się nowego Robin Hooda w spódnicy, ponieważ panna Lina wszystkie łupy pozostawia dla siebie. A że przy okazji spali pół lasu, czy zetrze z powierzchni ziemi całą wioskę, to nie ma większego znaczenia.
Poznajemy ją, kiedy zostaje zaatakowana przez pewien gang… Myśląc, że to bezbronna dziewczynka rzucają się na nią. Jakże wielki jest to błąd. Gdy ostatecznie chce się z nimi rozprawić, do akcji wkracza niejaki Gourry. Facet, któremu wszystko poszło w mięśnie, mała odrobinka w rozum. Jak prawdziwy rycerz ratuje młodą damę z rąk okrutnych bandytów. Pogromczyni smoków grzecznie dziękuje za okazaną pomoc (sama świetnie dałaby sobie radę). Wybawiciel jednak nie jest zadowolony z tego, co widzi. Nie dość, że ta małolata jest niezbyt urodziwa, to jeszcze płaska jak deska!
Takie stwierdzenie uraziło Inverse, która ma z tego powodu ogromne kompleksy. Blondyn jako człowiek honoru, postanawia eskortować to “dziecko” jak ją nazwał.
Zmierzają więc wspólnie do Atlas City. Cała ich wędrówka oparta jest na ogromie walk z różnymi potworami oraz przesycona potężną dawką humoru. W późniejszym czasie spotykają Amelię, młodą gąskę, która koniecznie chce być taka jak Lina, a jej dewiza na przyszłość powinna brzmieć: “Bo czarować każdy może. Czasem trochę lepiej, czasem trochę gorzej”. Nie należy zapominać o pewnym cudzie natury, jakim jest Zelgadis. Po części człowiek, demon i golem.
W takim oto cudacznym składzie przeżyją wiele wspaniałych jak i niebezpiecznych przygód.
Manga ta, autorstwa Shoko Yoshinaki liczy sobie osiem tomów wydanych w Polsce za pośrednictwem J.P.F w roku 2003. Watro wspomnieć, iż za “ojca” Slayers uważa się Hajime Kanzake, który stworzył serię opowiadań w świecie Slayers i właśnie na podstawie jego dzieła powstała manga. Magiczni Wojownicy, bo tak też brzmi polska wersja, doczekali się również serii telewizyjnej (78 odcinków rozłożonych na trzy serie), dwóch serii OAV (po trzy odcinki) i pięciu filmów kinowych. Całkiem ładny dorobek.
Manga narysowana jest ładną kreską, choć momentami wydarzenia zaprezentowane są w dość chaotyczny sposób.
W anime, podobnie jak i mandze sporą rolę odgrywa wątek humorystyczny, który pojawia się już w samym openingu.
O serii tej spokojnie można powiedzieć, iż jest to klasyka. Sporo osób zapewne pamięta Slayers z emisji na RTL 7 wraz z Dragon Ball, czy Saint Seiya (Rycerze Zodiaku). Jednak pisząc “klasyka” nie należy snuć domysłów, iż maga jest chodzącym prymitywem. Fabuła jest bardzo ciekawa, postaci mają swoje osobliwe charaktery (ach, ten ognisty temperament Liny), a epizody humorystyczne potrafią być wręcz powalające. Gorąco polecam.


